niedziela, 29 maja 2005

Powstancze blizny

0 comments
Powstancze blizny:

"List Macieja Szymańskiego do Marcina Roszkowskiego
matthew szymanski m.r.a.i.c.

16 kwietnia 2004

Pan Marcin Roszkowski Zespół Pełnomocnika Prezydenta Miasta Warszawy ds. Budowy Muzeum Powstania Warszawskiego

Szanowny Panie,

List mój jest przedłużeniem naszej rozmowy telefonicznej (14.04.2004) kiedy to poinformował mnie Pan, że przyznana mi uprzednio III Nagroda w Konkursie Muzeum Powstania Warszawskiego za esej pt. POWSTAŃCZE BLIZNY została mi odebrana. Jako powód tej decyzji podał Pan fakt nieposiadania przeze mnie obywatelstwa polskiego, co było jednym z warunków uczestnictwa w Konkursie. Uprzejmie sugerował Pan, że zapewne warunek ten przeoczyłem i wobec tego organizatorzy Konkursu gotowi są opublikować mój esej w kategorii prac wyróżnionych lecz nie nagrodzonych.

Prawie jednocześnie, bo zaledwie godzinę przed Pańskim telefonem, otrzymałem drogą pocztową, oprawione w ramki Oświadczenie przyznające mi III Nagrodę w wyżej wymienionym Konkursie. Oświadczenie to podpisane jest przez Prezydenta Warszawy Pana Lecha Kaczyńskiego i Redaktora Naczelnego tygodnika "Wprost" Pana Marka Króla. Przesyłka zawierała również wieczne pióro, 14-ty numer tygodnika "Wprost" i Almanach Powstańczy 1944 z kalendarzem na rok 2004. Przesyłka nie zawierała nagrody pieniężnej, która jak rozumiem winna stanowić cześć III Nagrody.

Pozwolę sobie przypomnieć Panu, że dwa tygodnie wcześniej o przyznaniu mi III Nagrody informowały Polska Agencja Prasowa i Komunikat umieszczony na Waszej stronie internetowej. Ta wielce zawiła sytuacja sprzecznych informacji i oświadczeń, nadawanie nagrody czy częściowe nadawanie Nagrody, wymaga wyjaśnień zarówno ze strony Panów jak i z mojej strony.

Zacznę od siebie.

Warunku ograniczającego uczestnictwo w Konkursie tylko do obywateli RP nie przeoczyłem. Byłem natomiast przekonany, że warunek ten jest wynikiem błędu drukarskiego lub niedopatrzenia korektora. Nie wydawało mi się bowiem możliwe aby tego rodzaju dyskryminacja, uzależniająca udział w konkursie literackim od rodzaju paszportu była możliwa w roku 2004 i to w dodatku w Polsce, w przededniu włączenia się do Wspólnoty Europejskiej. Byłoby to zbyt podobne do nie tak odległych czasów kiedy legitymacja partyjna pozwalała lub zabraniała pisać. Jeśli założymy, że "właściwy" paszport jest rzeczą obowiązującą, znajdziemy się o krok od rozróżniania i akceptowania "właściwego" koloru skory, "właściwej" religii i "właściwego" sposobu myślenia. W tym miejscu pamięć wraca do czasów kiedy zasada "Nur für Deutche" nie tylko obowiązywała ale stała się również jedną z przyczyn Powstania Warszawskiego, którego Muzeum Panowie budujecie.

Okazało się, że byłem w błędzie. Okazuje się, że pisać po polsku powinni tylko ludzie legitymujący się polskim paszportem.

Pozwoli Pan, że korzystając z okazji, wyjaśnię dlaczego mój paszport jest paszportem kanadyjskim. 55 lat temu wyjechałem z Polski nie mając żadnych dokumentów identyfikacyjnych. Uciekłem zagrożony aresztowaniem. Moim przestępstwem był sposób myślenia inny od obowiązującego w tym czasie. Uważano mnie za "Wroga Narodu". Był to rok 1949, rok w którym aresztowano moich powstańczych towarzyszy broni i przyjaciół z Warszawskiego Wydziału Architektury. "Czart" Lechmirowicz przesiedział parę lat w więzieniu, "Anodę" Rodowicza zamordowano w więzieniu na Rakowieckiej. Rok wcześniej memu bezpośredniemu Dowódcy kpt. "Stanisławowi" Salskiemu zamieniono karę śmierci na wieloletnie więzienie a Komendant Główny naszej organizacji płk "Wąsowski" Kasznica po krótkiej rozprawie sądowej został skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano.

Po kilkunastu latach stalinowski terror w Polsce zelżał na tyle, że można było myśleć o odwiedzeniu Kraju. W Konsulacie Polskim w Montrealu powiedziano mi, że wizę turystyczną do Polski otrzymam pod warunkiem zrzeczenia się obywatelstwa polskiego. Procedura zrzeczenia się obywatelstwa trwała ładnych parę lat. Później do Polski wracałem często. Z radością i nadzieją obserwowałem zachodzące zmiany. Po odzyskaniu niepodległości, zastępowanej często eufemizmem "zmian ustrojowych", myślałem o powrocie do Kraju na stałe. Rozwiązanie takie, na pewno atrakcyjne, kiedy ma się lat prawie 80, dwie córki i czworo wnuków urodzonych w Kanadzie, nie jest rozwiązaniem praktycznym. Chciałem jednak przez powrót do polskiego obywatelstwa, choć symbolicznie wrócić do III Rzeczpospolitej.

Konsulat Polski w Vancouver poinformował mnie, że prawodawstwo polskie nie przewiduje ponownego odzyskania obywatelstwa polskiego po jego utracie. Jedynym wyjściem jest złożenie indywidualnego wniosku w którym jako cudzoziemiec proszę Prezydenta RP o nadanie mi obywatelstwa polskiego. Jak mnie poinformowano jest to procedura i kosztowna i długa. Trwająca około dwóch lat.

Mam nadzieję, że Pan zrozumie, że dla mnie, który zdobył prawo do zaszczytnego tytułu Weterana Walk o Wolność i Niepodległość Ojczyzny, zwrócenie się do Prezydenta, mimo że wszystkich Polaków, to jednak kontynuatora obcej mi koncepcji politycznej Pani Wasilewskiej i Panów Bieruta, Rokossowskiego, Gomułki i Jaruzelskiego, z prośbą o pozwolenie mi bycia Polakiem, byłoby wielce żenujące.

Tak w skrócie wygląda moja przygoda z Nagrodą w Waszym Konkursie. Zapewne zostanie mi po niej blizna podobna do blizny o której piszę w swoim eseju.

Mimo jednak rozczarowania i żalu została również satysfakcja, że mimo wielu lat spędzonych poza Krajem, potrafię po polsku pisać na tyle dobrze, że zwróciło to uwagę jury Konkursu. Szkoda tylko, że tylko do momentu kiedy się okazało że jestem cudzoziemcem.

W 60-tą rocznicę Powstania będę w Warszawie. Również po to żeby schylić głowę przed grobami moich współobywateli, lotników kanadyjskich, którzy zginęli niosąc pomoc walczącej Warszawie.

Pozwoli Pan, że kopie tego listu prześle na ręce tych którzy podpisali się na Oświadczeniu o mojej niezrealizowanej Nagrodzie. Na ręce Prezydenta Warszawy Pana Lecha Kaczyńskiego i Redaktora Naczelnego tygodnika "Wprost" Pana Marka Króla. Również na adresy mediów polonijnych w Kanadzie, które publikowały tekst mego eseju i informowały, okazuje się przedwcześnie, o przyznaniu mi III Nagrody.

Pozostaję z poważaniem,

Maciej Szymański
sierpień 2004"

uchwalenie Karty jest moralnym obowiązkiem polskiego parlamentu

0 comments
KS Nr 167 (471) / 2001: "O Karcie Polaka
(druki nr: 1206, 2641)

19 czerwca 2001 r. Sejm rozpatrzył sprawozdanie Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych oraz Komisji Łączności z Polakami za Granicą o senackim projekcie ustawy o Karcie Polaka i trybie stwierdzania przynależności do Narodu Polskiego osób narodowości polskiej lub polskiego pochodzenia.

Przedstawiając sprawozdanie, poseł Ryszard Czarnecki (AWS) stwierdził, że projekt Karty Polaka jest czymś wyjątkowym w dziejach ustawodawstwa i parlamentaryzmu polskiego. Karta jest oczekiwana przez wielu Polaków, w tym szczególnie przez zamieszkujących poza granicami kraju. Głównym celem projektu jest to, aby ci, którzy pozostali wierni polskiej tradycji, tożsamości, kulturze, dziedzictwu narodowemu, wierze i swoim korzeniom, nie byli traktowani w granicach Rzeczypospolitej jak cudzoziemcy. Ustawa ma zagwarantować naszym rodakom szereg praw podstawowych, ma być alternatywą dla tych Polaków, którzy nie zechcą skorzystać z możliwości uzyskania polskiego obywatelstwa, ale pragną zachować także formalny związek z Ojczyzną. Karta służyć będzie tym, którzy mieszkają w państwach o ustawodawstwie wykluczającym podwójne obywatelstwo. Jednakże - jak zaznaczył mówca - projekt zrodził się przede wszystkim z myślą o Polakach na Ukrainie, Białorusi, Litwie, Łotwie i w Estonii, a także w Rosji. Dodał, że uchwalenie Karty jest moralnym obowiązkiem polskiego parlamentu."

sobota, 28 maja 2005

Kandydatka #1

0 comments
Zdrajcy! Zaprzańcy! Sprzedawczyki: "Ł. przyjechał w samym środku potwornie upalnego lata 2000 roku; chciał zostać, ale nie układało mu się. Poznał NY od najczarniejszej strony, od jakiej poznać go mogą tylko nielegalni emigranci bez grosza przy duszy. Sypiał na dachach i na plaży nad Atlantykiem; cały dobytek nosił w małym plecaku. Potem znalazł lokum gdzieś na Greenpoincie, między stadkiem szczuropolaków, gnieżdzących się w pięciu w mieszkaniu typu railroad. Nie interesował się piciem wódki, co szybko zyskało mu wrogów - aby więc jakoś żyć, zamykał się w swoim pokoju i barykadował drzwi listwą two-by-four, i tam w spokoju słuchał swojego ukochanego Dead Can Dance i czytał Ursulę LeGuin.
Przeżył pożar drewnianego domu, w którym mieszkał, potem - życie bez adresu. Ale kiedy przyszła zima, postanowił wyjechać. Chciał poznać miłą dziewczynę, dorobić się potomka. Byliśmy przekonani, że przyjedzie jeszcze, ale ten ostatni raz, kiedy widzieliśmy go na jakimś towarzyskim spotkaniu u wspólnych przyjaciół, był naprawdę ostatnim razem.
Nie wiemy, co było z nim dalej."

piątek, 27 maja 2005

Embassy of the Republic of Poland in Washington, D.C.

0 comments
Embassy of the Republic of Poland in Washington, D.C.: "Marriage to a Polish national does not affect citizenship of either party. "

środa, 25 maja 2005

byc czlonkiem organizacji polonijnej

0 comments
Wirtualna Polonia:

"Tak samo, jak nie kazdy mieszkaniec Polski musi byc czlonkiem SLD, rowniez nie kazdy Polak czy osoba pochodzenia polskiego zamieszkala za granica musi byc czlonkiem organizacji polonijnej, figurujacej w rejestrze Wspolnoty Polskiej, MSZ, MSW czy sluzb wywiadu RP.
Wyrazanie ubolewania z powodu braku kontaktu wladz RP ze wszystkimi osobami polskiego pochodzenia, zamieszkalymi za granica winno byc poprzedzone rozeznaniem, czy osoby te rzeczywiscie bez takich kontaktow nie moga sie obejsc.
W swoim wystapieniu stwierdza Pan m.in. , cytuje:
“. W wielu przypadkach to historyczne, czesto dramatyczne
wydarzenia sprawily, a nie osobisty wybor, ze nasi rodacy mieszkaja tam,
gdzie mieszkaja.” Koniec cytatu.
W moim, a takze w ok. 1 miliona przypadkow emigracji solidarniosciowej, owe “dramatyczne wydarzenia” byly w calosci zawinione przez partie, ktorej byl pan wowczas czlonkiem. Warto o tym pamietac zanim uzyje sie pouczen na temat powinnosci Polonii wobec obecnie urzedujacej administracji.
Chcialem rowniez uprzejmie poinformowac Pana Ministra, iz w moim przypadku “dramatyczne wydarzenia” zbiegly sie rowniez z moim “osobistym wyborem”. Z moich szacunkow wynika, iz w podobnej sytuacji znajduje sie ok. 600 tysiecy do ok. 1 miliona osob, ktorze wprawdzie zostaly “dramatycznymi wydarzeniami” zmuszone do opuszczenia Polski ale mieszkaja w swych obecnych siedzibach moca osobistego wyboru. Dla kolejnych pokolen polskich emigrantow - ktorych liczba , jak Pan to zauwazyl na podstawie spisu powszechnego w USA, znacznie przekracza 10 milionow – Polska jest krajem ich przodkow a kraj osiedlenia traktuja jako wlasna Ojczyzne.
Zadne dyrektywy ani zadne wysilki wszystkich czynnikow odpowiedzialnych razem wziawszy, nie beda w stanie tego zmienic. Nie zdola Pan przekonac Charlesa Bronsona, Bobby Vintona, Wayne Gretzky’ego, Stephanie Powers czy Pat Benatar, zeby zmuszaly swe dzieci i wnuki do wspolpracy z polskimi instytucjami naukowymi, placowkami kulturalnymi, sluzbami wywiadu itd. Stawianie tym osobom wymagan poslugiwania sie polskimi paszportami w przypadku ewentualnych podrozy do Polski uznaja one za potwierdzenie slusznosci “polish jokes” a w nastepnym spisie powszechnym moga nie zechciec przyznac sie do polskich korzeni. Natomiast stosowanie roznic w traktowaniu osob pochodzenia polskiego w zaleznosci od tego czy nazywaja sie Zbigniew Brzezinski, Barbara Mikulski czy. Bolko Skowron jest naruszeniem rownosci wobec prawa, z czego wszystkie, podlegle Panu placowki konsularne winny sobie zdawac sprawe.
Jezeli zatem Polonia jest rzeczywiscie Panu tak bliska, jak wynikaloby to z tytulu Panskiegio wystapienia – powinien Pan niezwlocznie podjac kroki, zmierzajace do uznania podmiotowosci osob polskiego pochodzenia, zamieszkalych za granica na zasadzie osobistego wyboru, poprzez bezwarunkowe uznanie obywatelstw ich krajow zamieszkania."
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...