Warszawa to w ogóle najchętniej rozwiązałaby Polonię i założyła sobie nową, taką, która by jej słuchała,
nie? Całkowity brak zrozumienia tematu wśrod państwowotwórczych propagatorów stosunków
Macierz-Polonia, czyli braterskiej wspólnoty kija z dupą, rzeczywiście ma zupełnie podstawowy
charakter.
Jak już, już, tuż, tuż, prawie już, już zaraz mieliście mieć drugą Japonię, toście emigracji w twarz wręcz
ulewnie pluli. Elektrykowi w Belwederze mało z pogardy dla nas żyłka nie pękła. A teraz w Warszawie
cała załoga do pomp, powołują zespoły fachowców, kurga jemo wać, co to mają mnie opracować albo
rozpracować.
Te zespoły mają wam teraz wymyślić, na użytek waszych z przeproszeniem organów z przeproszeniem
państwowych, najskuteczniejszy sposób przywrócenia kontroli państwa nad tymi Polakami, którzy
mieli "polskiego kotła", szamotania się z rodakami, państwowego kciuka w każdej prywatnej zupie etc.
etc. na tyle dosyć, że woleli wyjechać na niepewne, nieraz w ciemno, niż dalej dawać sobą pomiatać.
Wolności, jaka jest na codzień udziałem emigrantów (nie mylić z "Polakami przebywajacymi za granicą")
w Polsce nigdy nie było, nie ma, i przez najbliższe kilka pokoleń nie będzie. Żadna czarna propaganda
o brutalnym, antypolskim świecie, żadne duszosczypatielne. masochistyczne majaczenia o Macierzy,
która przytuli do obfitego łona, żadne próby sprowadzenia wszystkich polskich emigrantów do
najniższego wspólnego mianownika zapitych nielegałów z Greenpointu i Jackowa, żadne bzdury o
polskiej wyspie dobra i piękna na wrogim oceanie - nie mają u nas najmniejszych szans.
Uczone warszawskie zespoły, jak zwykle, wszystko wiedzą lepiej, ale nic im to nie pomoże na ludzi,
którzy z własnego doświadczenia dobrze wiedzą, że nie wszędzie jest tak samo jak w Polsce, i z
głęboką satysfakcją myślą, że całe szczęście, że nie jest.
Jak to słusznie ujął kolega tekono, polskich emigrantów łączy tyle, że powiedzieli "dosyć tego, k...a!" i
wyjechali. Wyjazd 99% emigrantów był napędzany przez masywne wku..enie na sitwiarstwo,
złodziejstwo, bezinteresowną wzajemną wredność Polaków, ku..two, kombinacje, traktowanie
obywatela jak poddanego, a poddanego jak burej suki, co przez obręcz ma skakać na każdy gwizdek
urzędnika.
Komu to nie przeszkadzało, albo kto nie mógł żyć bez widoku bociana, albo chciał zostać bohaterem
narodowym, albo zwyczajnie jaja miał za chude, ten został. Teraz niech sobie na zdrowie buduje
kolejne zręby IV, V, VI, XVI czy MCMLXVIII Rzeczypospolitej. Niech śpi tak, jak sobie sam pościeli, a od
polskiej diaspory niech się odstosunkuje. Amerykanie, Kanadyjczycy, Australijczycy urodzeni w Polsce
lub z polskich rodziców (a nie żadni "Polacy przebywający za granicą") mają własne sprawy, a
Warszawie i nikomu tam nic do tego.
Multidycyplinarnym zespołom, łamiącym sobie głowy po nocach nad kompleksowym programem
badawczym:
- jakby tu coś wydusić od ludzi, którzym nic nie trzeba świadczyć w zamian;
- jakby tu zmusić do posłuchu tych, którzy woleli wyemigrować, niż was słuchać;
- jakby tu przymusić, by liczyli się ze zdaniem kraju, który ich nie chciał i zrobił wszystko, by ich
wypchnąć na emigrację;
rzucam moje zdecydowane WALCIE SIĘ!
Nie dam się nabrać na umizgi do Polonii w wykonaniu Macierzy, która patrzy mi głęboko w oczy,
usiłując jednocześnie dyskretnie wyjąć mi z kieszeni portfel. Z bajek o kochającej mamusi, która czeka i
tęskni, wyrosłem dawno. Kiedy słyszę o patriotycznych obowiązkach Polaka, wiem z doświadczenia, że
znowu komuś chodzi o pieniądze.
O tym, jak mnie po dobremu przekonać, żebym został, trzeba było myśleć, zanim wyemigrowałem.
Powrót mój - z workiem darmowej kasy dla waszych spryciarków - nie wchodzi w rachubę. Podróże
kształcą, emigracja jeszcze bardziej. Szkołę życia odebrałem na emigracji na tyle twardą, by się nie dać
nabrać na uśmiechy alfonsów od "łączności z Polonią". Chcę rozwodu z wami - podpiszę papiery jakie
zechcecie, ale płaszczyć się przed wami w tym celu nie bedę, nie dostaniecie też ode mnie za to pół
złamanego centa. Swój polski paszport chętnie oddam gratis Polakowi ze Wschodu, któremu jak
możecie, tak przeszkadzacie w powrocie do ojczyzny, bo nie da się na nim zarobić.
Nawozu pod biało-czerwone tulipany szukajcie sobie gdzie indziej. Ja się na tą rolę nie piszę. Nie znam
też osobiście nikogo, kogo taka rola miałaby rajcować. A w międzyczasie, młodzież wasza nadal
głosuje nogami, wielu już nie wróci, Polonii przybywa. No i co z tym zrobicie? Zaczniecie strzelać do
wyjeżdżających? Czy też pogodzicie się z 'fact of life', że z czasem w Macierzy zostaną przeważnie
mohery i osoby z IQ poniżej temperatury pokojowej, ociężałe w nauce języków obcych, spośród których
demokratycznie wybierzecie sobie parlament, który dalej będzie bić pianę o świętej więzi Wychodźstwa
z Macierzą?
http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=44&w=51604979&a=51625308
wtorek, 28 listopada 2006
sobota, 19 sierpnia 2006
Yntelekt mają na zapleczu
Gazeta.pl : Forum : Polonia:
"Hehehe, zaplecze yntelektualne prezydenta... Ciekawe yntelekty tam trzymają na tym zapleczu, w
pakamerze codziennie od rana burza mózgów.
Yntelektualystka z BBN pisze, że poważnym zagrożeniem jest IMPORT terroryzmu. Yntelektualystka z
BBN nie zauważyła szoku, jaki przeżyli wszyscy fachowcy antyterrorystyczni na swiecie, kiedy się
okazało, że zarówno zamachy bombowe w Londynie 7 lipca 2005 jak i próba ich powtórzenia 21 lipca
2005 były dziełem ludzi urodzonych, wychowanych i wykształconych w UK, a nie importem
skądkolwiek. W związku z czym wszystkie poważne i kosztowne ostrożności graniczne mające
odfiltrować importowanych terrorystów zdały się Wielkiej Brytanii psu na budę, jak przyszło co do
czego.
Yntelektualystka dobrze wie co robi. Yntelektualystka robi podgotowkę yntelektualną do ograniczenia
prawa podróżowania. Trwa wszak UCIECZKA WYKWALIFIKOWANYCH I PERSPEKTYWICZNYCH KADR, i
trzeba z tym coś zrobić. Naturalnie, nie można się posuwać do takich esktremów na przykład jak żeby
zacząć ludziom uczczciwie płacić tyle, ile ich praca jest warta. No, ale trzeba coś zrobić, żeby nie
wyjeżdżali, bo inaczej kto będzie leczył albo pracował na system emerytalny? Terroryzm jest tu jak
znalazł. Terroryzm jest obcy, pochodzi z importu, i usprawiedliwia stan najwyższej czujności na
granicach Ojczyzny, nieprawdaż?
Różne dziwne przymiarki SG do wstrętow granicznych trwają już od jakiegoś czasu - w końcu to nie
orły z SG same z siebie wymyślily, żeby walić grzywny i ciągać po sądach turystów ze schronisk w
Tatrach - za niezameldowanie się w strefie nadgranicznej. Granica w Tatrach jest co prawda
wewnątrzunijna, ze Słowacją, a sam przepis jest z 1947 roku i był całkowicie martwy już za późnej
komuny, ale to dzielnej Straży Granicznej nie wadzi. Na granicy niemieckiej też niedawno jakiś autokar
z dziećmi jadącymi na szkolną wycieczke do Niemiec zawrócili, z powodu jakiejś trzeciorzędnej
pierdoły, chociaż Niemcy byli jak najbardziej gotowi tą wycieczkę wpuścić.
Trwa też równie dziwaczna afera ze sztucznym spowalnianiem wydawania nowych paszportów przez
nadgorliwych urzędnikow, po przejściu na inny rodzaj zdjęć paszportowych. Nagle, ze środy na piątek,
paszportówce zrobiło się wszystko źle, wszystko nie tak, wszystko w poprzek, A to ucho nie tam, a to
oko nie na wprost, a to wyraz twarzy niepoważny, a to podbródek ma być pojedynczy, a nie podwójny.
Jak kto ma podwójny, to ma schudnąć. Kto włochaty, ma wyłysieć; kto łysy, ten wręcz przeciwnie.
I jeszcze i to źle, i tamto źle, i sramto, i sratatata, a w ogóle to paszoł won, i przyjdź pan za miesiąc.
Co ciekawsze, we wszystkich urzędach naraz tak się nagle zrobili nadgorliwi, całkiem jakby przyszedł
okólnik w sprawie nadgorliwości.
Lepiej się nieprędko z tym zrobi, raczej gorzej - bo trzeba progresywnie wymieniać na paszporty
biometryczne ca. 2 miliony wygasających starych paszportów rocznie. Biur mających to robić jest tylko
około 20, bo sprzęt drogi, więc paszporty teraz tylko w województwie. Na całą aglomerację warszawską
(2 700 000 ludzi) ma być takich biur cztery. W związku z czym, każda wymiana paszportu na nowy
będzie się wlokła miesiącami.
Na forum "Praca w UK i Irlandii" tamtejsi Polacy donoszą, że jak kto swój paszport albo dowód zgubi
albo da sobie ukraść w UK, to w ogóle ma przerąbane, bo ambasada i konsulat w Londynie nie
odbierają telefonów i nie odpowiadają na listy, przez co załatwienie sobie nowego polskiego paszportu
w UK jest zasadniczo niewykonalne.
Na granicy wschodniej właśnie zaczęto eksperymentować ze spec-celnikami ściagającymi od
podróźnych długi wobec państwa.
www.mofnet.gov.pl/sluzba_celna/gazeta/wyswietl.php?id=58685&dzial=531&PHPSESSID=db4e97ea4c46ec24ccc7c709023c0368
"?w najbliższych dniach na przejściach granicznych pojawią się celnicy pełniący zarazem funkcję
poborców podatkowych... "
W projekcie pilotowym ta zbierana kasa to są akurat zaległe mandaty, ale jak się pomysł sprawdzi, to
logicznym następnym krokiem jest ściąganie przez taką spec-atandę na zachodniej granicy zaległych
podatków, rzeczywistych lub imaginowanych, z Polaków pracujących w Unii. Przy okazji bedzie
pretekst, żeby tam utrzymać kontrolę po wejściu do Schengen
"...Jeśli odmówi będzie musiał się liczyć z tym, że na poczet długu zatrzymana
zostanie część jego majątku. Mogą to być posiadane przy sobie pieniądze, a w
skrajnych przypadkach nawet samochód...."
Jak kto nie ma przy sobie dość gotówki i nie posiada samochodu, to laptop, komórkę, sweter, koszulę,
obrączkę, zegarek, spodnie, pasek lub szelki oraz buty poborcy też wezmą chętnie. Jak już będziesz
całkiem goły/goła, to dalszą cżęść długu wobec skarbu państwa możesz uregulować w naturze,
świadcząc usługi towarzyskie dla spec-patrolu, przeliczane po cenie rynkowej, z tym, że dmuchany
materac, gumki i wazelinę masz wtedy mieć własne, oraz nie wolno ci się opierać ani patrolowi, ani o
ścianę. Jak masz kartę płatniczą, to pójdziesz pod eskortą do bankomatu, będziesz musiał/a wyjąć
pieniądze i zapłacić. Jak się komu nie podoba, to może skarżyć urząd do sądu i procesować się przez
dwa lata i trzy instancje, ale płacić trzeba z góry. Za wpadki przy usługach towarzyskich urząd nie
odpowiada.
Jak się dowiadujemy od yntelektualystki z BBN, próba zarobienia na życie za granicą lepszych pieniędzy
niż w Ojczyźnie to jest zdrada: - UCIECZKA WYKWALIFIKOWANYCH I PERSPEKTYWICZNYCH KADR!
Niemowlęta to nie są w Polsce żadne niemowlęta, tylko perspektywiczne kadry, a tymczasem niektóre
bezczelne matki wywożą ciążę za granicę i tam rodzą te kadry, zamiast w kraju! A w ogóle, kadry to
jest przecież własność państwa, więc ci wszyscy wyjeżdżający a granicę to są zwykli złodzieje własności
państwowej, co państwo z kadr okradają, zamiast na dnie z honorem lec. Cała ta tak zwana emigracja
tak zwana zarobkowa, to jest antypaństwowa Targowica, albo cuś takiego jak dawniejsza DDR-owska
zbrodnia "Republikflucht", czyli ucieczka za granicę bez zgody władz na piśmie. W każdym razie to jest
zagrożenie [baczność!] INTERESU PAŃSTWA [spocznij!], więc trzeba na koń siadać i temu zagrożeniu
energicznie przeciwdzialać.
Wszystko to się zaczyna układać w logiczną całość. Wygląda na to, że postanowili, że dość już tego
bezhołowia, żeby każdy sobie jeździł gdzie i kiedy ma ochotę, więc teraz się przymierzają, jak by to
jeżdżenie praktycznie zastopować. Na moje oko, Polska będzie usiłowała po wejściu do Schengen
zachować swoją kurczową kontrolę wyjazdową na granicach wewnętrznych z Unią (Niemcy, Czechy,
Słowacja, Litwa), dawno zniesioną wszędzie indziej wewnątrz strefy Schengen. Kto wjeżdża, to
urzędnicy mają w zasadzie gdzieś. Esencją polskiego bytu państwowego jest natomiast upajająca
możliwość zrobienia komuś na złość, słodycz znana każdemu urzędnikowi, poprzez niewypuszczenie
gościa za granicę, albo przynajmniej droczenie się z nim na granicy, że jak się państwu tak spodoba, to
go nie wypuszczą. To jedna z ostatnich orgazmicznych nahajek, jakie zostały w ręku urzędników w
obliczu przybierającego na sile głosowania nogami.
"
"Hehehe, zaplecze yntelektualne prezydenta... Ciekawe yntelekty tam trzymają na tym zapleczu, w
pakamerze codziennie od rana burza mózgów.
Yntelektualystka z BBN pisze, że poważnym zagrożeniem jest IMPORT terroryzmu. Yntelektualystka z
BBN nie zauważyła szoku, jaki przeżyli wszyscy fachowcy antyterrorystyczni na swiecie, kiedy się
okazało, że zarówno zamachy bombowe w Londynie 7 lipca 2005 jak i próba ich powtórzenia 21 lipca
2005 były dziełem ludzi urodzonych, wychowanych i wykształconych w UK, a nie importem
skądkolwiek. W związku z czym wszystkie poważne i kosztowne ostrożności graniczne mające
odfiltrować importowanych terrorystów zdały się Wielkiej Brytanii psu na budę, jak przyszło co do
czego.
Yntelektualystka dobrze wie co robi. Yntelektualystka robi podgotowkę yntelektualną do ograniczenia
prawa podróżowania. Trwa wszak UCIECZKA WYKWALIFIKOWANYCH I PERSPEKTYWICZNYCH KADR, i
trzeba z tym coś zrobić. Naturalnie, nie można się posuwać do takich esktremów na przykład jak żeby
zacząć ludziom uczczciwie płacić tyle, ile ich praca jest warta. No, ale trzeba coś zrobić, żeby nie
wyjeżdżali, bo inaczej kto będzie leczył albo pracował na system emerytalny? Terroryzm jest tu jak
znalazł. Terroryzm jest obcy, pochodzi z importu, i usprawiedliwia stan najwyższej czujności na
granicach Ojczyzny, nieprawdaż?
Różne dziwne przymiarki SG do wstrętow granicznych trwają już od jakiegoś czasu - w końcu to nie
orły z SG same z siebie wymyślily, żeby walić grzywny i ciągać po sądach turystów ze schronisk w
Tatrach - za niezameldowanie się w strefie nadgranicznej. Granica w Tatrach jest co prawda
wewnątrzunijna, ze Słowacją, a sam przepis jest z 1947 roku i był całkowicie martwy już za późnej
komuny, ale to dzielnej Straży Granicznej nie wadzi. Na granicy niemieckiej też niedawno jakiś autokar
z dziećmi jadącymi na szkolną wycieczke do Niemiec zawrócili, z powodu jakiejś trzeciorzędnej
pierdoły, chociaż Niemcy byli jak najbardziej gotowi tą wycieczkę wpuścić.
Trwa też równie dziwaczna afera ze sztucznym spowalnianiem wydawania nowych paszportów przez
nadgorliwych urzędnikow, po przejściu na inny rodzaj zdjęć paszportowych. Nagle, ze środy na piątek,
paszportówce zrobiło się wszystko źle, wszystko nie tak, wszystko w poprzek, A to ucho nie tam, a to
oko nie na wprost, a to wyraz twarzy niepoważny, a to podbródek ma być pojedynczy, a nie podwójny.
Jak kto ma podwójny, to ma schudnąć. Kto włochaty, ma wyłysieć; kto łysy, ten wręcz przeciwnie.
I jeszcze i to źle, i tamto źle, i sramto, i sratatata, a w ogóle to paszoł won, i przyjdź pan za miesiąc.
Co ciekawsze, we wszystkich urzędach naraz tak się nagle zrobili nadgorliwi, całkiem jakby przyszedł
okólnik w sprawie nadgorliwości.
Lepiej się nieprędko z tym zrobi, raczej gorzej - bo trzeba progresywnie wymieniać na paszporty
biometryczne ca. 2 miliony wygasających starych paszportów rocznie. Biur mających to robić jest tylko
około 20, bo sprzęt drogi, więc paszporty teraz tylko w województwie. Na całą aglomerację warszawską
(2 700 000 ludzi) ma być takich biur cztery. W związku z czym, każda wymiana paszportu na nowy
będzie się wlokła miesiącami.
Na forum "Praca w UK i Irlandii" tamtejsi Polacy donoszą, że jak kto swój paszport albo dowód zgubi
albo da sobie ukraść w UK, to w ogóle ma przerąbane, bo ambasada i konsulat w Londynie nie
odbierają telefonów i nie odpowiadają na listy, przez co załatwienie sobie nowego polskiego paszportu
w UK jest zasadniczo niewykonalne.
Na granicy wschodniej właśnie zaczęto eksperymentować ze spec-celnikami ściagającymi od
podróźnych długi wobec państwa.
www.mofnet.gov.pl/sluzba_celna/gazeta/wyswietl.php?id=58685&dzial=531&PHPSESSID=db4e97ea4c46ec24ccc7c709023c0368
"?w najbliższych dniach na przejściach granicznych pojawią się celnicy pełniący zarazem funkcję
poborców podatkowych... "
W projekcie pilotowym ta zbierana kasa to są akurat zaległe mandaty, ale jak się pomysł sprawdzi, to
logicznym następnym krokiem jest ściąganie przez taką spec-atandę na zachodniej granicy zaległych
podatków, rzeczywistych lub imaginowanych, z Polaków pracujących w Unii. Przy okazji bedzie
pretekst, żeby tam utrzymać kontrolę po wejściu do Schengen
"...Jeśli odmówi będzie musiał się liczyć z tym, że na poczet długu zatrzymana
zostanie część jego majątku. Mogą to być posiadane przy sobie pieniądze, a w
skrajnych przypadkach nawet samochód...."
Jak kto nie ma przy sobie dość gotówki i nie posiada samochodu, to laptop, komórkę, sweter, koszulę,
obrączkę, zegarek, spodnie, pasek lub szelki oraz buty poborcy też wezmą chętnie. Jak już będziesz
całkiem goły/goła, to dalszą cżęść długu wobec skarbu państwa możesz uregulować w naturze,
świadcząc usługi towarzyskie dla spec-patrolu, przeliczane po cenie rynkowej, z tym, że dmuchany
materac, gumki i wazelinę masz wtedy mieć własne, oraz nie wolno ci się opierać ani patrolowi, ani o
ścianę. Jak masz kartę płatniczą, to pójdziesz pod eskortą do bankomatu, będziesz musiał/a wyjąć
pieniądze i zapłacić. Jak się komu nie podoba, to może skarżyć urząd do sądu i procesować się przez
dwa lata i trzy instancje, ale płacić trzeba z góry. Za wpadki przy usługach towarzyskich urząd nie
odpowiada.
Jak się dowiadujemy od yntelektualystki z BBN, próba zarobienia na życie za granicą lepszych pieniędzy
niż w Ojczyźnie to jest zdrada: - UCIECZKA WYKWALIFIKOWANYCH I PERSPEKTYWICZNYCH KADR!
Niemowlęta to nie są w Polsce żadne niemowlęta, tylko perspektywiczne kadry, a tymczasem niektóre
bezczelne matki wywożą ciążę za granicę i tam rodzą te kadry, zamiast w kraju! A w ogóle, kadry to
jest przecież własność państwa, więc ci wszyscy wyjeżdżający a granicę to są zwykli złodzieje własności
państwowej, co państwo z kadr okradają, zamiast na dnie z honorem lec. Cała ta tak zwana emigracja
tak zwana zarobkowa, to jest antypaństwowa Targowica, albo cuś takiego jak dawniejsza DDR-owska
zbrodnia "Republikflucht", czyli ucieczka za granicę bez zgody władz na piśmie. W każdym razie to jest
zagrożenie [baczność!] INTERESU PAŃSTWA [spocznij!], więc trzeba na koń siadać i temu zagrożeniu
energicznie przeciwdzialać.
Wszystko to się zaczyna układać w logiczną całość. Wygląda na to, że postanowili, że dość już tego
bezhołowia, żeby każdy sobie jeździł gdzie i kiedy ma ochotę, więc teraz się przymierzają, jak by to
jeżdżenie praktycznie zastopować. Na moje oko, Polska będzie usiłowała po wejściu do Schengen
zachować swoją kurczową kontrolę wyjazdową na granicach wewnętrznych z Unią (Niemcy, Czechy,
Słowacja, Litwa), dawno zniesioną wszędzie indziej wewnątrz strefy Schengen. Kto wjeżdża, to
urzędnicy mają w zasadzie gdzieś. Esencją polskiego bytu państwowego jest natomiast upajająca
możliwość zrobienia komuś na złość, słodycz znana każdemu urzędnikowi, poprzez niewypuszczenie
gościa za granicę, albo przynajmniej droczenie się z nim na granicy, że jak się państwu tak spodoba, to
go nie wypuszczą. To jedna z ostatnich orgazmicznych nahajek, jakie zostały w ręku urzędników w
obliczu przybierającego na sile głosowania nogami.
"
piątek, 18 sierpnia 2006
Tygodnik Nasza Polska
Tygodnik Nasza Polska: "Andrzej Wajda spiskował przeciwko mnie...
Z Anną Walentynowicz, odznaczoną przez prezydenta RP Orderem Orła Białego, rozmawia Zbigniew K. Rogowski."
Z Anną Walentynowicz, odznaczoną przez prezydenta RP Orderem Orła Białego, rozmawia Zbigniew K. Rogowski."
wtorek, 15 sierpnia 2006
Czy chcielibyscie wrocic do Ojczyzny?
bezpańskie psy:
"Wyjeżdżało się w innych czasach, w innej fazie własnego
życia. Na emigracji zajęliśmy sie swoimi sprawami - praca, studia, życie, rodzina, dom, dzieci. A teraz
na szydercze życzenie jakiegoś gnojka mam tym wszystkim pieprznąć i ciupasem pędzić do dziwnego
kraju na drugim końcu świata, żeby tam jeszcze raz zaczynać wszystko od początku? A po co, i z
jakiego powodu? Bo to właśnie tam ojciec matkę, wiele lat temu? To co z tego? Ojciec i matka nie żyją,
przyjaciele lat młodości dawno zajęli się swoimi sprawami, ja mam całkiem inne priorytety niż 25 lat
temu, mile wspominane lata studenckie już nie wrócą. Dla moich dzieci Polska to jest kraj egzotyczny
jak Uganda albo Urugwaj. Po co właściwie miałbym "wracać do Ojczyzny"?
Żeby tam się dać obłupić specom od odłączania gotówki od sarenki? Żeby zamieszkać w kraju, gdzie
nikogo nie interesują realia, a wszystkich tematy zastępcze? Żeby dostarczać rozrywki
g.ó.w.n.i.a.r.s.t.w.u swoją nieporadnością w ich rzeczywistości - taką samą jak ich nieporadność w
mojej? Żeby za jakiś czas zacząć filantropijnie wręczać polskiemu fiskusowi 40% swojej zagranicznej
emerytury, żeby mieli z czego płacić górnikom za to, że przestaną tłuc szyby? Zamienić leżak we
własnym ogrodzie i przyjemnym klimacie na niedogrzane mieszkanie w śmierdzącym bloku na
niebezpiecznej ulicy? Z sentymentu zamieszkać w mieście kiedyś rodzinnym, gdzie dziś wielu żyje
myślą o tym, komu by tu dziś dać w ryj i skroić mu telefon? Zarobić się na śmierć podczas desperackich
prób robienia interesów w jednym z najmniej przyjaznych robieniu interesów krajów świata, w
konkurencji z dobrze ustawionymi macherami, znającymi się jak łyse konie z czasów, kiedy byli razem
w młodzieżówce PZPR i ubecji? Czy też zarobić się na śmierć usiłując znaleźć i utrzymać pracę w kraju
agresywnych g.ó.w.n.i.a.r.z.y, co wszystko wiedzą lepiej, a jak chcą się zabawić, to się zabawiają
wyrzucaniem na śmietnik ludzi po 50-ce? Przy akompaniamencie hihotu życzliwych rodaków, których
nic tak nie cieszy, jak to, że ktoś inny w g.ó.w.n.o wdepnął?
Równie dobrze ktoś mógłby mnie namawiać, żebym się przeniósł do Ugandy i tam inwestował w
produkcję trampek dla słoni, bo on będzie miał z tego radochę, Uganda pieniądze, słonie trampki, a ja
zostanę z furą gnoju."
"Wyjeżdżało się w innych czasach, w innej fazie własnego
życia. Na emigracji zajęliśmy sie swoimi sprawami - praca, studia, życie, rodzina, dom, dzieci. A teraz
na szydercze życzenie jakiegoś gnojka mam tym wszystkim pieprznąć i ciupasem pędzić do dziwnego
kraju na drugim końcu świata, żeby tam jeszcze raz zaczynać wszystko od początku? A po co, i z
jakiego powodu? Bo to właśnie tam ojciec matkę, wiele lat temu? To co z tego? Ojciec i matka nie żyją,
przyjaciele lat młodości dawno zajęli się swoimi sprawami, ja mam całkiem inne priorytety niż 25 lat
temu, mile wspominane lata studenckie już nie wrócą. Dla moich dzieci Polska to jest kraj egzotyczny
jak Uganda albo Urugwaj. Po co właściwie miałbym "wracać do Ojczyzny"?
Żeby tam się dać obłupić specom od odłączania gotówki od sarenki? Żeby zamieszkać w kraju, gdzie
nikogo nie interesują realia, a wszystkich tematy zastępcze? Żeby dostarczać rozrywki
g.ó.w.n.i.a.r.s.t.w.u swoją nieporadnością w ich rzeczywistości - taką samą jak ich nieporadność w
mojej? Żeby za jakiś czas zacząć filantropijnie wręczać polskiemu fiskusowi 40% swojej zagranicznej
emerytury, żeby mieli z czego płacić górnikom za to, że przestaną tłuc szyby? Zamienić leżak we
własnym ogrodzie i przyjemnym klimacie na niedogrzane mieszkanie w śmierdzącym bloku na
niebezpiecznej ulicy? Z sentymentu zamieszkać w mieście kiedyś rodzinnym, gdzie dziś wielu żyje
myślą o tym, komu by tu dziś dać w ryj i skroić mu telefon? Zarobić się na śmierć podczas desperackich
prób robienia interesów w jednym z najmniej przyjaznych robieniu interesów krajów świata, w
konkurencji z dobrze ustawionymi macherami, znającymi się jak łyse konie z czasów, kiedy byli razem
w młodzieżówce PZPR i ubecji? Czy też zarobić się na śmierć usiłując znaleźć i utrzymać pracę w kraju
agresywnych g.ó.w.n.i.a.r.z.y, co wszystko wiedzą lepiej, a jak chcą się zabawić, to się zabawiają
wyrzucaniem na śmietnik ludzi po 50-ce? Przy akompaniamencie hihotu życzliwych rodaków, których
nic tak nie cieszy, jak to, że ktoś inny w g.ó.w.n.o wdepnął?
Równie dobrze ktoś mógłby mnie namawiać, żebym się przeniósł do Ugandy i tam inwestował w
produkcję trampek dla słoni, bo on będzie miał z tego radochę, Uganda pieniądze, słonie trampki, a ja
zostanę z furą gnoju."
Subskrybuj:
Posty (Atom)