Polski WEB w Detroit-Paszporty: "2 maja obchodzi się Polsce – po raz pierwszy po wojnie – Dzień Polonii i Polaków za Granicą. Symboliczne święto ma być świadectwem związków kraju z polską diasporą, o której przypominamy sobie, gdy potrzebujemy jej pomocy, albo gdy któryś Polonus wejdzie w polityczna szkodę i donoszą o tym światowe media."
sobota, 27 kwietnia 2002
piątek, 19 kwietnia 2002
Polonia jest nam bliska
Wirtualna Polonia: "Ambasada RP w Ottawie przekazuje tekst wystąpienia Ministra Spraw Zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej Pana Włodzimierza Cimoszewicza poświęcony współpracy ze środowiskami polonijnymi"
wtorek, 15 stycznia 2002
Kto sie boi repatrianta?
Kto sie boi repatrianta?: "Rozmowa z Włodzimierzem Kulińskim, założycielem i przewodniczącym działającego w Szwecji Stowarzyszenia "Polenstödet" - Polonia Repatriantom."
piątek, 13 kwietnia 2001
Minister Radoslaw Sikorski bredzi w Internecie, w dodatku nie na temat
Minister Radoslaw Sikorski bredzi w Internecie, w dodatku nie na temat:
Autor: Gość: Stary IP: *.clover.com.au
Data: 13.04.2001 15:29
zarchiwizowany
----------------------------------
Oto moje bliskie spotkanie trzeciego rodzaju z 37-letnim Radoslawem Sikorskim, wiceministrem spraw zagranicznych RP, na lamach Wirtualnej Polski dnia 11 kwietnia 2001 roku.
Ponad dwadziescia lat temu, na podstawie obserwacji funkcjonariuszy panstwowych PRL, uznalem przypadek Polski za beznadziejny i wyemigrowalem. Dzis, przyjrzawszy sie pilnie p. Sikorskiemu, wysokiemu unkcjonariuszowi panstwowemu RP, musze z przykroscia skonstatowac, ze brak podstaw do zmiany owczesnej diagnozy.
Stary: Państwo nie nadawało mi obywatelstwa polskiego - urodziłem się z nim. Państwo nie może pozbawić mnie obywatelstwa polskiego - zakazuje tego art. 34 ust.2 Konstytucji RP. Z jakiej racji zatem państwo rości sobie prawo do decydowania, czy mogę, czy nie mogę się obywatelstwa polskiego własnowolnie zrzec?
R. Sikorski: Może pan się zrzec. Trzeba wystosować odpowiednie podanie i będzie rozpatrzone w odpowiednim trybie. Dodam że procedura zrzeczenia się obywatelstwa Stanów Zjednoczonych też jest długotrwała i kosztowna.
Chociaz nauki pobieralem na Uniwersytecie Warszawskim, a nie oxfordzkim, to wiedzy i kwalifikacji nabytych na mojej skromnej polskiej Alma Mater wystarczy mi az nadto, by poprzez dwa oceany nieomylnie rozpoznac probe zrobienia ze mnie idioty przy pomocy starej metody odpowiadania na zupelnie inne pytanie, niz to, ktore ministrowi zadalem.
Zapytalem ministra Sikorskiego, jak najpowazniej, jakie racje stoja za stanowiskiem panstwa, ktore rosci sobie prawo do wyrazania lub nie wyrazania zgody na wlasnowolne zrzeczenie sie obywatelstwa polskiego – pomimo ze ani osobom urodzonym z tym obywatelstwem go nie nadawalo, ani nie moze mi go nikomu wbrew jego woli odebrac.
W odpowiedzi dowiedzialem sie, ze jesli zloze podanie, to panstwo je rozpatrzy i zdecyduje jak bedzie uwazalo za stosowne. Bog zaplac, panie ministrze, ale ja juz to wiem i bez pana. Przeczytalem stosowna ustawe i odpowiednie rozporzadzenie Prezydenta RP.
Wiem, ze w celu udzielenia mi – lub nie - laskawej zgody na rezygnacje, z wlasnej woli, z obywatelstwa polskiego, panstwo zyczy sobie otrzymac ode mnie od kilkuset do okolo dwoch tysiecy dolarow, wypelniony formularz, wlasnorecznie napisany zyciorys oraz kilkanascie surrealistycznych i prawie niemozliwych do
uzyskania zalacznikow.
Panstwo zyczy sobie, miedzy innymi, bym sie jeszcze raz rozwiodl, tym razem w polskim sadzie, ze swoja byla zagraniczna zona, chociaz juz raz sie z nia rozwiodlem, w zagranicznym sadzie, prawie dwadziescia lat temu. Furda, ze moja sympatyczna byla malzonka jest od pietnastu lat ponownie szczesliwie zamezna za kims innym. Furda, ze nie mam zielonego pojecia gdzie przebywa, albowiem nie po to sie z nia rozwodzilem, aby ja nastepnie przez 20 lat sledzic. Panstwo rowniez wymaga, bym swoje urodzone za granica, nie mowiace po polsku i nie
majace nic wspolnego z Polska dzieci zarejestrowal w polskich urzedach stanu cywilnego. Wolne zarty.
Minister, w swojej bezdennej bezczelnosci, przypomina mi rowniez, ze zrzeczenie sie obywatelstwa USA jest ROWNIEZ procedura kosztowna i dlugotrwala. Bog zaplac za posrednie potwierdzenie w ten sposob kosztownosci i dlugotrwalosci procedury polskiej. Ale co sie tyczy rownowaznej procedury amerykanskiej – coz za brednie!
Zalecam panu ministrowi staranne przeczytanie pouczenia wydrukowanego w amerykanskim paszporcie zony, pani Anny Applebaum, lub w amerykanskim paszporcie niedawno urodzonego syna, Tadeusza Oktawiana Sikorskiego.
Objasnione jest tam przystepnie kilka rodzajow mozliwych okolicznosci utraty obywatelstwa Stanow Zjednoczonych, w tym rowniez mozliwosc utraty obywatelstwa USA na wlasne zadanie. Nalezy sie mianowicie w tym celu stawic osobiscie przed upowaznionym urzednikiem konsularnym Stanow Zjednoczonych i zlozyc odpowiednie oswiadczenie na pismie.
To wszystko."
Autor: Gość: Stary IP: *.clover.com.au
Data: 13.04.2001 15:29
zarchiwizowany
----------------------------------
Oto moje bliskie spotkanie trzeciego rodzaju z 37-letnim Radoslawem Sikorskim, wiceministrem spraw zagranicznych RP, na lamach Wirtualnej Polski dnia 11 kwietnia 2001 roku.
Ponad dwadziescia lat temu, na podstawie obserwacji funkcjonariuszy panstwowych PRL, uznalem przypadek Polski za beznadziejny i wyemigrowalem. Dzis, przyjrzawszy sie pilnie p. Sikorskiemu, wysokiemu unkcjonariuszowi panstwowemu RP, musze z przykroscia skonstatowac, ze brak podstaw do zmiany owczesnej diagnozy.
Stary: Państwo nie nadawało mi obywatelstwa polskiego - urodziłem się z nim. Państwo nie może pozbawić mnie obywatelstwa polskiego - zakazuje tego art. 34 ust.2 Konstytucji RP. Z jakiej racji zatem państwo rości sobie prawo do decydowania, czy mogę, czy nie mogę się obywatelstwa polskiego własnowolnie zrzec?
R. Sikorski: Może pan się zrzec. Trzeba wystosować odpowiednie podanie i będzie rozpatrzone w odpowiednim trybie. Dodam że procedura zrzeczenia się obywatelstwa Stanów Zjednoczonych też jest długotrwała i kosztowna.
Chociaz nauki pobieralem na Uniwersytecie Warszawskim, a nie oxfordzkim, to wiedzy i kwalifikacji nabytych na mojej skromnej polskiej Alma Mater wystarczy mi az nadto, by poprzez dwa oceany nieomylnie rozpoznac probe zrobienia ze mnie idioty przy pomocy starej metody odpowiadania na zupelnie inne pytanie, niz to, ktore ministrowi zadalem.
Zapytalem ministra Sikorskiego, jak najpowazniej, jakie racje stoja za stanowiskiem panstwa, ktore rosci sobie prawo do wyrazania lub nie wyrazania zgody na wlasnowolne zrzeczenie sie obywatelstwa polskiego – pomimo ze ani osobom urodzonym z tym obywatelstwem go nie nadawalo, ani nie moze mi go nikomu wbrew jego woli odebrac.
W odpowiedzi dowiedzialem sie, ze jesli zloze podanie, to panstwo je rozpatrzy i zdecyduje jak bedzie uwazalo za stosowne. Bog zaplac, panie ministrze, ale ja juz to wiem i bez pana. Przeczytalem stosowna ustawe i odpowiednie rozporzadzenie Prezydenta RP.
Wiem, ze w celu udzielenia mi – lub nie - laskawej zgody na rezygnacje, z wlasnej woli, z obywatelstwa polskiego, panstwo zyczy sobie otrzymac ode mnie od kilkuset do okolo dwoch tysiecy dolarow, wypelniony formularz, wlasnorecznie napisany zyciorys oraz kilkanascie surrealistycznych i prawie niemozliwych do
uzyskania zalacznikow.
Panstwo zyczy sobie, miedzy innymi, bym sie jeszcze raz rozwiodl, tym razem w polskim sadzie, ze swoja byla zagraniczna zona, chociaz juz raz sie z nia rozwiodlem, w zagranicznym sadzie, prawie dwadziescia lat temu. Furda, ze moja sympatyczna byla malzonka jest od pietnastu lat ponownie szczesliwie zamezna za kims innym. Furda, ze nie mam zielonego pojecia gdzie przebywa, albowiem nie po to sie z nia rozwodzilem, aby ja nastepnie przez 20 lat sledzic. Panstwo rowniez wymaga, bym swoje urodzone za granica, nie mowiace po polsku i nie
majace nic wspolnego z Polska dzieci zarejestrowal w polskich urzedach stanu cywilnego. Wolne zarty.
Minister, w swojej bezdennej bezczelnosci, przypomina mi rowniez, ze zrzeczenie sie obywatelstwa USA jest ROWNIEZ procedura kosztowna i dlugotrwala. Bog zaplac za posrednie potwierdzenie w ten sposob kosztownosci i dlugotrwalosci procedury polskiej. Ale co sie tyczy rownowaznej procedury amerykanskiej – coz za brednie!
Zalecam panu ministrowi staranne przeczytanie pouczenia wydrukowanego w amerykanskim paszporcie zony, pani Anny Applebaum, lub w amerykanskim paszporcie niedawno urodzonego syna, Tadeusza Oktawiana Sikorskiego.
Objasnione jest tam przystepnie kilka rodzajow mozliwych okolicznosci utraty obywatelstwa Stanow Zjednoczonych, w tym rowniez mozliwosc utraty obywatelstwa USA na wlasne zadanie. Nalezy sie mianowicie w tym celu stawic osobiscie przed upowaznionym urzednikiem konsularnym Stanow Zjednoczonych i zlozyc odpowiednie oswiadczenie na pismie.
To wszystko."
czwartek, 29 marca 2001
Paszportowa przygoda byłego obywatela
Paszportowa przygoda byłego obywatela 2001-03-29
Cała ta historia pokazuje, że wbrew zarzekaniu się ministra Stachańczyka, że "pułapka paszportowa" nie istnieje, RP w wielu wypadkach nie ma bladego pojęcia, kto jest, a kto nie jest obywatelem polskim. Urzędnicy zgadują, zaś wyniki zgadywanki i ewentualne wątpliwości tłumaczą wyłącznie na korzyść państwa. A jak już Rzeczpospolita Polska ogłosi kogoś swoim obywatelem - zupełnie dowolnie, decyzją kaprala Straży Granicznej podjętą z powodu polsko brzmiącego nazwiska, albo miejsca urodzenia, albo niebieskich oczu, albo blond włosów, lub może nie dość szerokiego uśmiechu, to ten ktoś ma UDOWODNIĆ Rzeczypospolitej Polskiej dokumentami, że nie jest jej obywatelem. W przeciwnym razie staje się własnością państwa polskiego.
Szykany wobec podróżnych z obcymi paszportami ze strony polskich urzędników prawdopodobnie nigdy nie ustaną same z siebie - nie dość, że leżą w charakterze narodowym zawistnych rodaków, to rząd w Warszawie nadał im obecnie rangę nieomal podstawy bytu państwowego. W każdym razie, szykany nie ustaną aż do czasu, kiedy poszkodowani obywatele obcy zaczną pozywać Rzeczpospolitą Polską do sądu o wysokie odszkodowania.
Cała ta historia pokazuje, że wbrew zarzekaniu się ministra Stachańczyka, że "pułapka paszportowa" nie istnieje, RP w wielu wypadkach nie ma bladego pojęcia, kto jest, a kto nie jest obywatelem polskim. Urzędnicy zgadują, zaś wyniki zgadywanki i ewentualne wątpliwości tłumaczą wyłącznie na korzyść państwa. A jak już Rzeczpospolita Polska ogłosi kogoś swoim obywatelem - zupełnie dowolnie, decyzją kaprala Straży Granicznej podjętą z powodu polsko brzmiącego nazwiska, albo miejsca urodzenia, albo niebieskich oczu, albo blond włosów, lub może nie dość szerokiego uśmiechu, to ten ktoś ma UDOWODNIĆ Rzeczypospolitej Polskiej dokumentami, że nie jest jej obywatelem. W przeciwnym razie staje się własnością państwa polskiego.
Szykany wobec podróżnych z obcymi paszportami ze strony polskich urzędników prawdopodobnie nigdy nie ustaną same z siebie - nie dość, że leżą w charakterze narodowym zawistnych rodaków, to rząd w Warszawie nadał im obecnie rangę nieomal podstawy bytu państwowego. W każdym razie, szykany nie ustaną aż do czasu, kiedy poszkodowani obywatele obcy zaczną pozywać Rzeczpospolitą Polską do sądu o wysokie odszkodowania.
Subskrybuj:
Posty (Atom)